|
- Pani dyrektor - mówiłem na pogotowiu - proszę mnie potraktować po ludzku, chcę się dowiedzieć, jak umarł, nikomu to nie zaszkodzi. Ja go kochałem. Była jak skała - opowiada Przemek Manasterski.
Piotr Pacewicz: W wyborczą niedzielę o świcie na krakowskiej ulicy zginął pański partner. Przemek Manasterski: Wojtka uderzył samochód. Podobno wszedł na pasy na czerwonym świetle, odrzuciło go daleko. Nie to, że mam żal do Boga, ale Długo byliście razem? - Poznaliśmy się w styczniu. Jakby dwie połówki jabłka się odnalazły.
Cytuje pan Platona. - My naprawdę odnaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Wojtek pracował na Śląsku jako ochroniarz, miał 30 lat. Od marca mieszkaliśmy w moim mieszkaniu w Krakowie. Mam 44 lata, wykształcenie muzyczne, otworzyłem właśnie klub. To była taka radość, robić coś wspólnie. Wojtek mi pomagał. To raczej pan go wspierał. - Rok temu miałem udar mózgu, do dziś mam niedowład nogi i ręki. Wojtek robił to, czego ja nie mogę. Widać było, że kocha mnie nieprzytomnie. To był taki dobry związek. Jeden za drugiego skoczyłby w ogień. Jak się do siebie zwracaliście? - On do mnie misiu, a ja - skarbie, najczęściej. Jak się pan dowiedział o wypadku? - W sobotę Wojtek został dłużej w klubie. Nie wrócił na noc. Rano zadzwoniła siostra Wojtka, że była policja u ojca. Że Wojtek nie żyje. Zadzwoniłem na policję. Wyjaśniłem, że mój partner zginął. Niczego nie powiedzą, bo nie jestem spokrewniony. Tylko potwierdzili, że był jakiś wypadek. Poszedłem na pogotowie. Błagałem panią dyrektor, by mnie skontaktowała z lekarzem, który był na miejscu. Proszę mnie potraktować po ludzku - mówiłem - chcę się dowiedzieć, jak umarł, nikomu nie powiem, nikomu to nie zaszkodzi. Ja go kochałem. Była jak skała: "Nie mogę udzielić informacji". - Życzę pani, żeby się znalazła w takiej sytuacji, poczuła to, co ja - powiedziałem. W kostnicy znalazłem dobrego człowieka. Nie mógł mnie wpuścić, ale powiedział, że Wojtek jest po sekcji i wygląda dobrze. Przyjechały siostry Wojtka odebrać jego dowód, bez tego niczego nie można załatwić. Już wszystko przygotowałem, znajoma prowadzi zakład pogrzebowy. Wybrałem ubranie. Poszedłem na policję z siostrami. Ale aspirantka, która opowiedziała o wypadku, wyrzuciła mnie z pokoju. Chociaż siostry tłumaczyły, że byłem partnerem Wojtka. Pan ma z jego rodziną dobre relacje. - Chwała Bogu na wysokości. Na klepsydrze napisali, że umarł "nasz ukochany syn, brat i przyjaciel". We wtorek go zobaczyłem w trumnie, całowałem po czole, był taki zimny, taki żaden. W dłoń włożyłem mu płytę Górniak, prezent urodzinowy. Gdyby nie pomoc sióstr, już bym go nie zobaczył. Nie mam prawa. Nasza miłość, związek, moja rozpacz - to wszystko się nie liczy. Wpadasz w taką studnię. A gdyby rodzina Wojtka nas nie akceptowała? Mógłbym ewentualnie przyjść na pogrzeb, stanąć z boku. A gdyby Wojtek był w szpitalu nieprzytomny? Toby mnie do niego nie dopuścili. Ale ja bym się dostał, przekupiłbym wszystkich. A gdybym to ja zginął? Wojtek nic by nie odziedziczył. Mieszkanie, samochód, konto - wszystko by przepadło. Choć jestem pewien, że moja wspaniała mama, lekarka, pozwoliłaby dalej mieszkać u nas Wojtkowi. Chciałem postawić Wojtkowi świeczkę tam, gdzie zginął. Siostry nie pamiętały adresu. Na policji nawet tego mi nie powiedzieli. Znajomy taksówkarz obdzwonił korporacje. Ktoś widział wypadek, ciało Wojtka przykryte płachtą. Prawa, których nie mają pary homoseksualne: - do informacji o stanie zdrowia i podejmowania decyzji o leczeniu partnera/ki - do adopcji dziecka po zmarłym. - do wspólnego opodatkowania - do objęcia bezrobotnego/ej partnera/ki ubezpieczeniem zdrowotnym - do renty rodzinnej lub emerytury po zmarłym partnerze/rce - do dziedziczenia ustawowego (mieszkania, samochodu itd.) i zaliczenia partnera(ki) do I grupy spadkowej (partnerzy mogą dziedziczyć tylko na mocy testamentu, płacąc najwyższe podatki i podlegając tzw. zachówkowi krewnym zmarłego) - do "dziedziczenia" prawa do lokalu komunalnego na zasadzie "osoby, która pozostawała faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą" - do ubiegania się o członkostwo w spółdzielni i ustanowienia spółdzielczego lokatorskiego prawa do lokalu mieszkalnego po zmarłym - do dysponowania wkładem pieniężnym na rachunku bankowym zmarłego (tak jak małżonkowie: kwota do 20-krotnego przeciętnego wynagrodzenia może być wypłacona i nie wchodzi do masy spadkowej) - do odmowy składania zeznań w procesie karnym i postępowaniu podatkowym, administracyjnym i cywilnym, gdyby mogły one obciążyć partnera - do pochowania zmarłego partnera (zmarłej partnerki)
Rozmawiał Piotr Pacewicz.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|