Oświadczenie
Odzyskać świat! Oświadczenie inauguracyjne Internacjonalisty PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 37
SłabyŚwietny 
Kraj - Lewica w Polsce
Wpisany przez PMB   
środa, 07 maja 2008 06:54

W wyniku tak zwanej transformacji ustrojowej ukształtował się w Polsce system, w którym pomimo powszechnego formalnego upodmiotowienia politycznego, realna władza polityczna – pochodna władzy ekonomicznej – przypada w udziale jedynie mniejszości właścicieli środków produkcji, klasy kapitalistów i nowobogackich, mających poparcie górnych segmentów klas średnich oraz biurokracji. Wbrew temu, co głoszą czołowe media liberalne, takie jak TVN czy „Gazeta Wyborcza", władza niewielkiej garstki właścicieli i ich pachołków jest w naszym kraju niezagrożona.

Najbogatsi płacą coraz niższe podatki i na inne, tak prawne jak i nieformalne sposoby pozostają coraz lepiej zabezpieczani, podczas gdy większość społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego, a aż jedna dziesiąta wegetuje poniżej minimum biologicznego. Ciągle zwiększa się rozwarstwienie majątkowe, co powoduje drastycznie nierówny udział obywateli – znajdujących się w odmiennych punktach struktury ekonomicznej – w rynku konsumpcyjnym, systemie edukacyjnym czy aktywności społecznej. Jak wykazują badania społeczne, rodziny o niskich dochodach o wiele rzadziej niż te zamożne uczestniczą w życiu kulturalnym, a nawet towarzyskim.

 

Również na innych płaszczyznach polska demokracja okazuje się być przykładem demokracji o niskiej czy wręcz bardzo niskiej intensywności. Dyskredytuje się propagandowo wszelkie światopoglądy lewicowe, często pod przykrywką „antykomunizmu" i „antytotalitaryzmu" uprawianego pod hasłami „rozliczenia z przeszłością". Inwigiluje się środowiska imigranckie, nieliczną opozycję antysystemową, a nawet umiarkowane grupy działające na rzecz „społeczeństwa obywatelskiego".

Z ksenofobii czyni się cnotę, a społeczność romska pozostaje faktycznie zepchnięta do gett. Katolicki obskurantyzm ma stanowić uniwersalny model zachowań społecznych. Pociąga to za sobą dyskryminację kobiet, choćby za sprawą niezwykle restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej. Agresywna homofobia prowadzi nieraz do aktów przemocy. Klerykalizuje się życie publiczne: za państwowe pieniądze uczy się religii w szkołach, obowiązuje nierównoprawna umowa konkordatowa z Watykanem, ogromne pieniądze pochłania Fundusz Kościelny, mimo oburzenia społecznego finansuje się z budżetu budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Uprawiany jest groteskowy kult „papieża-Polaka", w konstytucji pojawia się pośrednie odwołanie do „Boga", szokuje wstecznictwo w wypowiedziach biskupów, jak np. tych w sprawie zapłodnienia in vitro. „Dzielna" polska armia uczestniczy w napastniczych wojnach w Iraku i Afganistanie – mordując cywilów w imię utwierdzania białej supremacji oraz zysków amerykańskich kompanii naftowych!

Nie sposób oczekiwać radykalnej zmiany w obecnych ramach politycznych, gdy w sprawach tych dawno utrwalił się mocny, rzadko i słabo kontestowany konsens, akceptowany przez wszystkie główne partie – od lewa do prawa".

Wszystkie te ugrupowania – również te, które uchodzą za lewicowe – łączy bowiem to, że reprezentują interesy klas posiadających i uprzywilejowanych. Dlatego też nie powinna dziwić niemal dwudziestoletnia ciągłość antyspołecznej i antypracowniczej polityki kolejnych ekip neoliberalnych, będącej potężnym wyzwaniem dla związków zawodowych, autentycznych partii lewicowych oraz organizacji społecznych. Konsekwencją realizowanej przez kolejne ekipy rządzące po 1989 r. polityki „uelastyczniania" kodeksu pracy w Polsce jest brutalny, nieskrępowany wyzysk pracowników i ogromny regres stabilnych form zatrudnienia względem szeroko rozpowszechnionych form czasowych. Pierwszą z nich są umowy o pracę na czas określony, formalnie oznaczające zaistnienie stosunku pracy, lecz faktycznie oznaczające obejście wielu przepisów mających na celu ochronę pracownika jako słabszego podmiotu przed represyjnymi działaniami pracodawcy. Drugą są umowy cywilnoprawne (tzw. umowy śmieciowe), formalnie nie oznaczające zaistnienia stosunku pracy i wobec tego wyłączone spod wszystkich przepisów regulujących ten stosunek, lecz faktycznie zastępujące umowy o pracę, co pozwala na niczym nieskrępowaną eksploatację siły roboczej przy jednoczesnej dyskryminacji płacowej i składkowej. Rozwiązania prawne mające na celu uniemożliwienie zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi okazują się dalece niewystarczające, by zapobiec temu zjawisku, pełniąc jedynie rolę fasady i nie tworząc solidnej podstawy dla orzecznictwa sądowego w tych sprawach.

Pracownicy stają w obliczu znacznego ryzyka utraty miejsca pracy i destabilizacji życiowej, co potęguje ich podatność na presję pracodawców, zwiększających swe zyski kosztem pogarszających się warunków pracy. Nadszarpuje to również więzi społeczne między pracownikami, co drastycznie zmniejsza ich siłę strukturalną i stowarzyszeniową w targanym sprzecznościami i antagonizmami klasowymi społeczeństwie. Zjawisko to nie jest wyłączną specyfiką Polski ani Europy Środkowo-Wschodniej po restauracji kapitalizmu – w podobnym kierunku idą od kilkudziesięciu lat przeobrażenia na rynku pracy w krajach „starej" Unii Europejskiej. Skrajny wyzysk, jakiemu niejednokrotnie poddawani są tam robotnicy sezonowi z krajów, które w ostatnich latach przystąpiły do UE, pogarsza jedynie ten obraz, choćby dlatego, że równoznaczny jest z silnym dumpingiem socjalnym, godzącym także w interesy zachodnioeuropejskiej klasy robotniczej.

Takie zjawiska, jak liczne represje wobec związkowców, bandyckie stłumienie protestów pracowniczych w Ożarowie, histeryczna reakcja rządu Jarosława Kaczyńskiego na protest pielęgniarek, rozbicie protestu pracowników komunikacji miejskiej w Kielcach czy sposób, w jaki potraktowano dramatyczny i bohaterski strajk górników w „Budryku", nie świadczą o niczym nowym. Samo wspomnienie tego, jak kilkanaście lat temu ówczesny wicepremier i minister finansów Leszek Balcerowicz zareagował na protesty przeciw antypracowniczemu podatkowi zwanemu popiwkiem, niesie ze sobą silne wrażenie deja vu.

Choć problemy te wpisują się w światowy kontekst polityczno-gospodarczy, stanowiąc wyraz postępującej globalizacji kapitalizmu neoliberalnego, określanej też jako globalizacja imperialistyczna, wraz z jego zaostrzającymi się sprzecznościami, słaby instytucjonalnie i niepewny ideowo ruch antysystemowy daje wielkie powody do sceptycyzmu, gdy mowa o radykalnej zmianie społecznej w Polsce w nieodległej perspektywie. Protesty pracownicze – jeśli do nich dochodzi – mają w Polsce znacznie mniejszy zasięg niż wystąpienia w krajach Europy Zachodniej, choć i tak odbierane są przez oficjalne elity jako śmiertelne zagrożenie. Zarówno prywatne, jak i rzekomo publiczne „wolne media" dyskredytują wszelki ruch społecznego sprzeciwu, przedstawiając go w sposób karykaturalny czy go demonizując, i nie podejmując dyskusji na temat faktycznych przyczyn jego działalności.

Model neoliberalny, narzucony Polsce i innym krajom Europy Środkowo-Wschodniej przez międzynarodowy kapitał i działające w jego interesie instytucje takie jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy, doprowadził, podobnie jak w wielu innych miejscach na świecie, do dezindustrializacji wielu regionów kraju równocześnie ze wzrostem niepewności sytuacji życiowej szerokich segmentów ludności wiejskiej. Mimo korzyści, jakie przyniosły wielu rolnikom subwencje oraz zwiększony popyt na polskie produkty rolne po wejściu do Unii Europejskiej, ciągle nierozwiązane pozostają niezwykle poważne i mające charakter strukturalny problemy ludności, dawniej utrzymującej się z pracy w Państwowych Gospodarstwach Rolnych, gwałtownie zdemontowanych w trakcie restauracji kapitalizmu.

W połowie obecnej dekady co drugie gospodarstwo domowe w Polsce wykazywało przychody nie przekraczające minimum socjalnego, a kilkanaście procent – oficjalnego progu nędzy. Nie dziwi zatem gwałtowna fala migracji zarobkowych, która nastąpiła po tym, jak kolejne kraje zachodnioeuropejskie otworzyły Polakom i Polkom swe rynki pracy, i której nie mogły zahamować liczne doniesienia o nierównym traktowaniu polskich pracowników i nieraz skandalicznych warunkach ich pracy. Polityka równoznaczna z powszechnym i systematycznie postępującym zagrożeniem socjalnym znajduje najdziwniejsze legitymacje. Podobno to w interesie klas niższych prywatyzuje się szpitale i przedszkola, planuje wprowadzenie odpłatności za studia dzienne i zamyka się biblioteki, których liczba znacząco spadła od momentu upadku PRL. To jakoby w interesie „zwykłych ludzi" próbuje się przeforsować pomysł wprowadzenia podatku liniowego, uzasadniając go nie tylko względami etycznymi – jako rzekomo sprawiedliwszy – lecz również ekonomicznymi.

Niepodobna, by wszyscy, którzy nie są wielkimi posiadaczami kapitału, nie odczuli wskutek forsownego zaprowadzenia tego modelu przynajmniej serii kolejnych niedogodności, nierzadko zaś wręcz zagrożenia egzystencjalnego. Brak jednak w społeczeństwie symptomów silniejszego przebudzenia, gdy zarówno poprzedni system – mający zmierzać prostą drogą ku socjalizmowi – jak i obecny z jego powtarzaną do znudzenia retoryką „pełnych półek" nie sprzyjały rozwojowi szeroko rozumianej myśli lewicowej i związanej z nią społecznej praktyki.

Tragizm tego obrazu dopełnia polska polityka zagraniczna, zorientowana na przyjazne stosunki z Zachodem, w szczególności z prowadzącymi politykę agresji i podboju Stanami Zjednoczonymi. Kierunek polityki zagranicznej wyraźnie i nieodłącznie powiązany jest z neoliberalnymi i militarystycznymi rozwiązaniami w polityce wewnętrznej kraju.

Polska od pewnego czasu uchodzi za kraj pozostający usłużnym lokajem hegemona i nazywana już była „koniem trojańskim" USA w Europie. Planowane wycofanie wojsk okupacyjnych z Iraku zbiega się z rozszerzaniem „misji" w Afganistanie, gdzie polscy najemnicy dokonują zbrodni wojennych. Chociaż żadna z tych awantur imperialistycznych, podobnie jak projekt budowy w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej, nie zyskała aprobaty większości społeczeństwa, sprzeciw wobec nich pozostał cichy i bierny. Największa w ostatnich latach demonstracja antywojenna w Polsce zebrała parę tysięcy osób, co jest liczbą niezwykle skromną wobec kilkusettysięcznych demonstracji antywojennych w Europie Zachodniej.

Tymczasem wobec roli, którą Polska odgrywa w polityce światowej – z jednej strony, jako jedno z najsłabszych ogniw w łańcuchu imperializmu europejskiego, z drugiej jako pies łańcuchowy supermocarstwa amerykańskiego – budowa silnego i prężnego ruchu antywojennego jest pilną potrzebą chwili. Bezcenną wskazówką dla wszystkich, którzy pragną brać udział w jego tworzeniu, pozostają historyczne doświadczenia ruchu antywojennego w Stanach Zjednoczonych z czasów wojny w Wietnamie, ruchu, który stał się drugim frontem w zmaganiach z imperializmem i który przyspieszył czy wręcz umożliwił historyczne zwycięstwo wietnamskiego ruchu wyzwoleńczego. Ważne są również doświadczenia z ostatniego okresu, jak te związane z ruchem antywojennym w Wielkiej Brytanii (ściśle współpracującym ze związkami zawodowymi, lewicowymi partiami politycznymi i innymi postępowymi inicjatywami społecznymi), którego działalność pomogła doprowadzić do odejścia Tony'ego Blaira ze stanowiska premiera.

Ponieważ internacjonalizm nie jest abstrakcyjną zasadą, ruch tego typu winien nie tylko przeciwstawiać się przejawom funkcjonowania współczesnego systemu globalnego (a jednym z tych przejawów są właśnie wojny), lecz również lokalizować złożone przyczyny strukturalne obecnych konfliktów i nierówności oraz działać na rzecz ich wyeliminowania.

Na kamieniu węgielnym starego świata pojawia się rysa, znamionująca wielki rozłam. Nie jest to – wbrew rojeniom Samuela Huntingtona i jemu podobnych – oznaka żadnego odwiecznego konfliktu międzycywilizacyjnego. Rośnie natomiast rozdźwięk między tymi, którzy pragną zachowania globalnego systemu opartego na wyzysku i ucisku, represji i pielęgnowaniu nierówności, a tymi, którzy pragną jego obalenia. Nie wygra przy tym walki o lepsze społeczeństwo ten, kto prowadzi ją zgodnie z regułami narzuconymi przez przeciwnika. Skuteczna działalność polityczna na rzecz obalenia globalnego kapitalizmu i ustanowienia nowego, bardziej egalitarnego i sprawiedliwego ustroju musi wywołać gwałtowny sprzeciw tych, w których interesy uderza. Bezwarunkowy konsens w sprawie zachowania fundamentalnej ciągłości politycznej tak w skali Polski, jak Europy i całego świata, jest dla nas jednakże nie do przyjęcia. Wprost przeciwnie, interesują nas realne projekty wyjścia poza kapitalizm oraz zniszczenia jego instrumentów, takich jak nacjonalizm i szowinizm, rasizm, fundamentalizm religijny, patriarchat czy homofobia.

Niezwykle ważną alternatywę zarysował światowy ruch alterglobalistyczny, odnoszący – jak podczas blokady obrad Światowej Organizacji Handlu w Seattle pod koniec 1999 roku – ograniczone, lecz realne zwycięstwa. Utożsamiamy się z nim, jako ruchem antysystemowym, który w całej historii pozostaje ruchem społecznym najbardziej wymykającym się granicom państwowym i najbardziej zdecentralizowanym – ruchem prawdziwie globalnym, co już od dziesięciu lat pokazują mobilizacje ponadnarodowej i horyzontalnej sieci antykapitalistycznej People's Global Action. Wraz z jego nowymi taktykami i strategiami czyni to go realnym zagrożeniem dla możnych tego świata – zagrożeniem, które i my pragniemy współstanowić jako część tego ponadnarodowego, prawdziwie globalnego ruchu.

Dotychczasowy dorobek ruchu alterglobalistycznego uznajemy za niezwykle ważny dla dyskusji o światowych alternatywach politycznych. W szczególności należy tu powiedzieć o zainicjowanych przez Światowe Forum Społeczne i Europejskie Forum Społeczne mobilizacjach przeciwko wojnie w Iraku, akcjach wymierzonych w instytucje międzynarodowe realizujące politykę neoliberalnej grabieży społeczeństw (Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, Światowa Organizacja Handlu), czy głosy na rzecz w pełni demokratycznej i dbającej o kondycję socjalną społeczeństw Unii Europejskiej.

Stworzenie otwartej przestrzeni i sieci forów społecznych, zdefiniowanej przez Kartę Zasad z Porto Alegre w 2001 roku, to szansa nie tylko na umocnienie więzi między ruchami społecznymi z różnych krajów i regionów, ale także na sformułowanie nowych pomysłów w zakresie postulowanych kierunków zmiany społecznej oraz organizacji rzeczywistych działań na rzecz tej zmiany. Istotnym krokiem w rozwoju takiej polityki jest ogłoszony w 2006 roku Apel z Bamako, stanowiący cenny głos, obejmujący spójnie szeroki wachlarz problemów: od demokratyzacji instytucji i stosunków społecznych na wszystkich możliwych poziomach, poprzez walkę z wszelkimi formami wyzysku i dyskryminacji, po zachowanie równowagi ekologicznej naszej planety. W szczególności uwzględnia on niszczący wpływ ekspansji kapitalistycznej na kraje globalnego Południa, ekspansji, która wraz z upadkiem systemu kolonialnego nie skończyła się, a jedynie zmieniła dekoracje i zyskała niebezpieczne kamuflaże.

Najsilniejsze impulsy i nadzieje współczesnego internacjonalizmu płyną dziś z krajów Ameryki Łacińskiej, kontynentu o niezwykle bogatych tradycjach walk rewolucyjnych. Wielkim wyrazem sprzeciwu wobec neoliberalizmu – modelu gospodarczego stawiającego interesy wielkich koncernów ponad godnością życia i pracy ludności, co najciężej odczuwane jest zazwyczaj na peryferiach globalnego kapitalizmu – była rebelia indiańskiego ruchu zapatystów w Chiapas, rozpoczęta w styczniu 1994 roku, jako sprzeciw wobec przystąpienia Meksyku do Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu. Dla działaczy i działaczek wielu współczesnych ruchów antysystemowych bunt zapatystów stanowi doniosły symbol godnego i niezłomnego oporu. Jest to również symbol innego świata, który jest możliwy i konieczny: oddolnej demokracji, bezpośredniej i autonomicznej samorządności, społecznie zarządzanej gospodarki, uczciwego handlu, wreszcie integracji wielu dążeń emancypacyjnych – takich jak wyzwolenie kobiet, godność dzieci i osób starszych czy szacunek wobec odmienności orientacji seksualnej. Działania zapatystów – potomków zniszczonej przez europejskich kolonizatorów cywilizacji Majów – to także dowód na żywotność walki wyklętych ludów ziemi z imperializmem; to głos wszystkich tych, których głosu pozbawiono.

Szeroki ruch międzynarodowej solidarności z zapatystami to dla nas godny szacunku i wsparcia przykład internacjonalizmu i dowód na to, że globalizacja przyszłości to upowszechnienie idei emancypacji i „uniwersalizacja różnicy" – w świecie, o jakim marzą miliony ludzi, demokratyczna różnorodność w samorządnej jedności może być bronią przeciwko podziałom narzucanym przez wojskowo-policyjny aparat państwowy oraz przeciwko brutalnemu sprowadzeniu gatunku ludzkiego do populacji homo oeconomicus, złożonej z bezmyślnych konsumentów i posłusznych wyrobników. Opór przeciw takiemu stanowi rzeczy jest szczególnie doniosły w czasach, gdy wobec wzrastających zagrożeń – od zniszczenia środowiska naturalnego po rozrost arsenałów nuklearnych głównych mocarstw – stajemy wobec groźby całkowitej zagłady gatunku ludzkiego. Hasło "Inny świat jest możliwy" zamienia się w hasło "Inny świat jest konieczny".

Znana jako Caracazo, brutalnie stłumiona rebelia w Wenezueli w 1989 r., słusznie uznawana jest za pierwszy znaczący wyraz oporu przeciw postępom globalizacji imperialistycznej w najnowszej historii. Bez niej najpewniej niemożliwe byłoby kolejne doniosłe wydarzenie ostatnich lat: objęcie prezydentury w Wenezueli przez Hugo Cháveza, znamionujące radykalną zmianę społeczną określaną przez jej realizatorów i zwolenników jako rewolucja boliwariańska. Po demonizowanej przez media neoliberalne rewolucyjnej Kubie, Wenezuela stała się drugim krajem Ameryki Łacińskiej, który ogłoszono strefą wolną od analfabetyzmu. Kolejnym ma się stać Boliwia – kraj zmieniany obecnie przez Ruch na rzecz Socjalizmu z wywodzącym się z ludu indiańskiego Evo Moralesem na czele, otrzymująca znaczące wsparcie od Wenezueli i Kuby.

Wielu Wenezuelczyków, zwłaszcza tych z najuboższych warstw i grup społecznych, postrzega w rewolucji boliwariańskiej gwarancję pierwszy raz zdobytej godności. Nic dziwnego, skoro uwolniono ich od głodu, analfabetyzmu, zapewniono opiekę medyczną i pozwolono stać się podmiotem radykalnej polityki – czego nie zapewniliby im rzecznicy „świętego prawa własności". Równocześnie inicjatywy takie jak Bank Południa czy sojusznicza wymiana handlowa z innymi partnerami w Ameryce Łacińskiej zadają kłam obrazowi Wenezueli jako biurokratycznej autarkii, wreszcie twierdzeniom tych, którzy utrzymują, że nie ma alternatywy dla neoliberalnego modelu kapitalizmu.

Jak mówił Chávez, „Żadna część społeczności ludzkiej nie może żyć całkiem na własnej planecie, wedle własnych praw dynamiki, odcięta od reszty ludzkości". Dlatego też żadna ze współczesnych walk emancypacyjnych nie toczy się w oderwaniu od pozostałych. Portal „Internacjonalista" ma służyć propagowaniu spojrzenia na świat, opartego na zrozumieniu wzajemnych powiązań między pozornie niezwiązanymi ze sobą zjawiskami społecznymi, jak też analizie możliwych dynamik, jakie przybiorą.

Nade wszystko chcemy mówić o zjawiskach i procesach, których jak ognia unikają „wolne media", krytykując nie tylko niesprawiedliwości systemu polityczno-gospodarczego, ale również mity i ideologie, które służą podtrzymywaniu tych niesprawiedliwości i nadają im pozory sensu w oczach ofiar tego systemu. Poczesne miejsce wśród tych mitów znajdują te, których wyrazem są rozliczne przemowy o „narodzie", „ojczyźnie" i „patriotyzmie". Trudno – chyba, że mowa o warunkach jawnego bądź zakamuflowanego ucisku narodowego – nie dostrzec reakcyjnego charakteru tych idei, służących bezustannemu usprawiedliwianiu przemocy i mających podzielić tych, którzy wbrew granicom państwowym i różnicom kulturowym próbują stanąć do walki o świat, w którym wyzwolenie twórczych i niosących szczęście działań człowieka stanie się udziałem wszystkich, a nie wyłącznie wąskiej elity. Jak pisała sto lat temu działaczka ruchu anarchistycznego, propagatorka antymilitaryzmu i wyzwolenia kobiet, Emma Goldman, dopiero gdy „zdemaskujemy kłamstwa patriotyzmu, utorujemy drogę do stworzenia tej wielkiej struktury, w której wszystkie narodowości zjednoczą się w powszechnym braterstwie prawdziwie wolnego społeczeństwa".

Obecnie istniejące struktury międzynarodowe – takie jak na przykład Unia Europejska, Organizacja Państw Amerykańskich czy nawet Organizacja Narodów Zjednoczonych – nie realizują zasad międzynarodowej solidarności, choć takie są ich deklarowane założenia. Nie ma tam mowy o równym decydowaniu o wspólnej przyszłości – haniebnym przykładem tego jest prawo veta, jakim dysponują w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Wielka Brytania i Francja. W znacznej mierze za sprawą korzystania z tego niesłychanego prawa przez Stany Zjednoczone z budzącej powszechny sprzeciw na świecie bezkarności korzystać może Izrael, prowadzący politykę agresywnego nacjonalizmu i codziennie łamiący najbardziej podstawowe i niezbywalne prawa pozostających od dziesięcioleci pod brutalną okupacją Palestyńczyków. To tylko jeden z przykładów tego, jak niefortunnie układa się współpraca międzynarodowa w warunkach globalnej dyktatury kapitału.

Pragniemy zatem przyczyniać się do budowy prawdziwie antykapitalistycznego, antyimperialistycznego i antywojennego ruchu społecznego, przekraczającego wszelkie podziały narodowościowe, wszelkie granice państwowe i wszelkie tożsamościowe etykiety. Podobnie jak Karol Marks i Fryderyk Engels, którzy pisali, iż „proletariusze nie mają ojczyzny", tak i my uważamy, że w świecie zdominowanym przez interesy korporacji i imperialistycznych elit politycznych, naszą ojczyzną i ziemią obiecaną jest ludzkość i jesteśmy u siebie wszędzie tam, gdzie ktokolwiek podejmuje walkę o godność, równość i wolność.

Inną, o wiele bardziej pluralistyczną światową konstelację polityczną można stworzyć zamiast obecnej, nie zaś obok niej. Drogą ku temu jest długotrwałe współdziałanie grup i inicjatyw związanych z różnymi nurtami lewicowymi – w szczególności alterglobalistycznymi, feministycznymi, związkowymi, socjalistycznymi, propagującymi komunizm w duchu antystalinowskim i demokratycznym, anarchistycznymi, antywojennymi, działającymi na rzecz świeckiej przestrzeni publicznej, walczącymi z marginalizacją społeczną oraz dyskryminacją ze względu na narodowość, pochodzenie rasowe lub etniczne, wyznanie, orientację seksualną itd.

Internacjonalista jako inicjatywa popierająca całokształt postulatów emancypacyjnych, nie zaś jedynie wybrane z nich, sytuować ma się wśród sił dążących do realizacji tego zadania – zgodnie z hasłem „Bądźmy realistami i realistkami, żądajmy niemożliwego!"


Kolektyw redakcyjny Internacjonalisty.

Zmieniony: środa, 07 maja 2008 07:00
 
Żaden naród nie może się wyzwolić, a jednocześnie uciskać nadal inne narody.
Fryderyk Engels
Reklama